HISTORIA MIASTA

Wykopaliska archeologiczne, prowadzone na wzgórzu zamkowym świadczą, że już w wieku XI znajdowała się w tym rejonie osada. Pierwsza pisemna informacja o Sanoku pochodzi z 1150 roku – zawarta jest w latopisie hipackim, w relacji o wyprawie króla węgierskiego Gejzy II przeciwko jednemu z książąt ruskich. Bardzo ważny dla dziejów miasta jest dokument wydany przez Jerzego Trojdenowicza, księcia ruskiego, 20 stycznia 1339 roku. Książę nadaje w nim wójtostwo sanockie Bartkowi z Sandomierza. Dokument ten bywa często utożsamiany z aktem lokacyjnym Sanoka, co jest oczywistym nieporozumieniem. Stwierdza on bowiem jedynie, że posiadłości wójtowskie położone są po tej stronie Sanu, na której zostało lokowane miasto. A zatem sama lokacja musiała nastąpić przed rokiem 1339. Ze wspomnianego aktu dowiedzieć się można, że Sanok posiadał regularnie rozplanowany, czworoboczny rynek. Dowodzi to, że miasto wyszło już poza obszar obronnego wzgórza, na którym stał zamek. Inna istotna informacja: władza sądowa obejmowała w Sanoku mieszkańców wszystkich narodowości – Polaków, Węgrów, Rusinów i Niemców.

Kolejny dokument pochodzi z 1366 roku. Kazimierz Wielki potwierdza w nim nadane Sanokowi prawa miejskie. Akt ów wspomina o założeniu wagi miejskiej, co by mogło wskazywać, że w tym okresie rozwinięta już była produkcja towarowa i handel. O rosnącym znaczeniu miasta świadczy fakt, że już za panowania Kazimierza Wielkiego istniała w Sanoku szkoła parafialna, jedna z najstarszych w Małopolsce. Również wtedy zbudowano kościół pod wezwaniem Michała Archanioła i utworzono parafię. Na początku XV wieku miasto było świadkiem wydarzenia, które nie tylko przeszło do historii, ale stało się też tematem legend.

Władysław Jagiełło był władcą, któremu powodzenie towarzyszyło zarówno na polu bitwy, jak też na niwie dyplomatycznej. Był on człowiekiem przewidującym i przebiegłym, a tam, gdzie go zawodziły chytrość i spryt, korzystne dla siebie rozstrzygnięcia osiągał orężem. Potrafił się uporać z wrogami Kraju, złamał opozycję wewnętrzną – za jego panowania Polska stała się europejskim mocarstwem. W jednej wszakże dziedzinie – w pożyciu małżeńskim królowi wiodło się nieszczególnie.

Jadwiga wyszła za niego niemal pod przymusem, serce bowiem oddała wcześniej Wilhelmowi, księciu austriackiemu. Na domiar złego, początkom tego małżeństwa towarzyszył skandal. Oto bowiem Gniewosz z Dalewic, zaufany człowiek Wilhelma, jął rozgłaszać, że królowa spotyka się potajemnie z księciem, że łączą ją z nim bliskie intymne stosunki. Jadwiga dowiedziała się o plotkach i zażądała publicznego sądu nad Gniewoszem. Odbył się on w Wiślicy i wykazał całkowitą niewinność królowej. Gniewosz musiał wleźć pod ławę i „odszczekać” oszczerstwa. Zanim jednak małżonkowie zdążyli się bliżej poznać, młodziutka Jadwiga umarła przy połogu, pogrążając króla w wielkim żalu.

Do drugiego małżeństwa doszło z przestanek politycznych. Pragnąc połączyć krew piastowską z jagiellońską, król zaczął się starać o rękę wnuczki Kazimierza Wielkiego, hrabianki cyllejskiej Anny. Posłowie obdarzeni pełnomocnictwami .Jagiełły, przesadzili nieco z gorliwością. Nie ograniczyli się do rozmów lecz zawarli w imieniu króla kontrakt ślubny i przywieźli mu żonę do Krakowa. Po pięknej, subtelnej Jadwidze, Anna wydała się Jagielle szpetna. Nie mógł na nią patrzeć, nie chciał wypełniać powinności małżeńskich. Wyręczali go w tym inni – krakowski dwór aż zatrząsnął się od plotek. Jagiełło, broniąc swego honoru, zmuszony był pojmać adoratora Anny – Jakuba z Kobylan. Podatny na wdzięk niewieści szlachcic spędzi) trzy lata w wieży zamku lwowskiego. Inny amant – Mikołaj z Chrząstkowa, nie czekając na uwięzienie zbiegł za granicę. Za kratki powędrował Andrzej z Tęczyna. O miłostki z królową podejrzewano nawet arcybiskupa Mikołaja z Knurowa. Kiedy więc Anna zeszła z tego świata Jagiełło odetchnął. Wnet jednak zaczął się rozglądać za nową kandydatką na żonę. Królewski wybór, tym razem podyktowany wyłącznie uczuciem, padł na osobę nie bardzo odpowiadającą wymogom tronu, ale za to kobietę świetnie obznajomioną z arkanami miłości.

Jak podaje Karol Szajnocha, autor opracowania Jadwiga i Jagiełło, wśród przedstawicieli możnego małopolskiego rodu Toporczyków, do największego znaczenia i zaszczytów doszli Pileccy. Ich przywódcą był Otto z Pilczy, wojewoda i starosta sandomierski, utrzymujący w rodzinnym Łańcucie okazały dwór. Sprawował władzę nad rozległymi dobrami, zgromadził wielkie bogactwa.

Ich sukcesorką była córka – jedynaczka – Elżbieta. Toporczykowie pilnie strzegli dziedziczki wielkiej fortuny, nie chcieli bowiem, by rodzinne majątki dostały się w obce ręce. Jej mężem mógł być tylko przedstawiciel ich rodu, pieczętujący się herbem Topór. Ale panna, obdarzona temperamentem, nie zamierzała podporządkować się woli rodziny, oblubieńca chciała wybrać sama, a nad herb przedkładała miłość. Na nic się zdały warowne mury zamku w Pilczy, na nic straże. Rozpoczęła się i to dosłownie, mordercza walka o rękę pięknej bogaczki.

Najpierw napadł na Pilczę i uprowadził dziewczynę morawski rycerz Wisław. Zawiózł ją dc swojego zamku i pojął za żonę. Ale niedługo cieszył się zdobyczą. Wkrótce Elżbieta wpadła w oko innemu Morawianinowi – Jańczykowi Hoszyńskiemu, który odbił ją Wisławowi. Rycerz zażądał zwrotu małżonki, ale Jańczyk podstępnie go zabił i poślubił wojewodziankę. Po kilku latach małżonek pięknej Elżbiety zmarł i wówczas jeden z możnowładców herbu Leliwa, roszcząc sobie prawo do opieki nad wdową, wydał ją przemocą za kasztelana nakielskiego, Wincentego z Granowa. Niebawem niemłody już Wincenty rozstał się z życiem i Elżbieta znów została sama.

Kiedy poznał ją Jagiełło, Granowska była damą grubo po czterdziestce, matką czworga dorosłych dzieci. Chorowała na gruźlicę i lata jej życia były już policzone. Zachowała jednak sporo z dawnej urody i wdzięku. Król zakochał się w niej bez pamięci, organizował miłosne schadzki, odwiedzał posiadłość Granowskiej w Łańcucie. Najbliższe otoczenie Jagiełły nie podejrzewało, że w postępowaniu monarchy kryje się coś więcej, niż chęć zaznania sercowej przygody. On tymczasem szykował całemu dworowi i możnowładcom przykrą niespodziankę.

Pod koniec kwietnia 1417 roku Jagiełło po raz kolejny udał się do Łańcuta, gdzie oczywiście spotkał się z Elżbietą. Było to spotkanie niby przypadkowe, w rzeczywistości zaś z góry ukartowane. 2 maja orszak królewski, w którym znajdowała się Granowska, przybył do Sanoka. Do miasta tego Jagiełło zaprosił wcześniej wielu dostojników świeckich i kościelnych, w tym arcybiskupa lwowskiego, Jana z Rzeszowa. O celu zaproszenia nie wspomniał, przeczuwając zapewne silną opozycję wobec swoich planów. Nikomu nie przyszło do głowy, że właśnie Sanok wybrał król na miejsce uwieńczenia gorącego romansu. W tutejszym kościele parafialnym odbył się uroczysty ślub Jagiełły z Granowską, udzielił go arcybiskup lwowski. Jak pisze Długosz, kareta, którą jechali małżonkowie zapadła się na sanockim rynku w błoto tak głęboko, że nawet woły sprowadzone z pobliskiego folwarku nie mogły jej wyciągnąć. Obecni uznali to za zły znak dla króla, on jednak nie przejął się wcale nieprzyjemnym zdarzeniem.

Małżeństwo króla wywołało skandal, przeciwko monarsze zwróciła się opinia publiczna, a szlachta i panowie domagali się nawet unieważnienia ślubu. Marcin Bielski zanotował w Kronice: „…Król co miał nieprzyjaciela gonić, to wolał tymczasem weseleć się w Sanoku, aby jeszcze był młodą pojął, ale babę, Helżbietę, córkę Ottona z Piłce, Wojewody Sendomirskiego, którą przedtem uniósł jeden Morawczyk, a potem mu ją drugi wydarł, potem zaś była za Granowskim, Kasztelanem Nakielskim. Tasz królowi nie wiedzieć z czego się podobała, bo już stara była i wyschła od suchot, tak ludzie rozumieli, że go zaczarowała…”.

Jagiełło tymczasem przeżywał w Sanoku szczęśliwe chwile – nie śpieszył się z powrotem do Krakowa, jakby przewidując czekającą go tam ciężką batalię w obronie godności małżonki. Wszelako sanocki zamek t wtedy jeszcze drewniany i dość ciasny, nie nadawał się na miejsce pobytu króla i jego świty. Chętnie więc skorzystał monarcha z zaproszenia Kmitów i udał się do ich siedziby – Sobienia. Sobieński gotycki zamek wznosił się na stromej, trudno dostępnej górze, nad samym brzegiem Sanu. Po ostatnich przebudowach przekształcono go w dość okazałą, a przy tym bezpieczną rezydencję. W ciszy i spokoju, wśród pachnących wiosną lasów, z dala od wielkiej polityki, Jagiełło czuł się naprawdę szczęśliwy. W ciepłe majowe noce słuchał śpiewu słowików i szumu rzeki płynącej u stóp zamkowego wzgórza.

Beztroskie dni dobiegły końca, królewska para wróciła na Wawel. Sygnał do ataku dał pisarz królewski Stanisław Ciołek, rozpowszechniając niewybredne paszkwile, sprośne żarty dotyczące Elżbiety. Nazwał ją „maciorą połogami wycieńczoną”, za co oburzony król wydalił go z dworu. Z żądaniem unieważnienia małżeństwa wystąpił arcybiskup Zbigniew Oleśnicki: mnożyły się oszczercze napaści i olotki.

Przeciwnicy tego związku zyskali wkrótce poważny argument. Pewnego razu, gdy król ze swoim orszakiem wjeżdżał do lasu, niebo nagle pociemniało i rozpętała się straszliwa nawałnica. Piorun uderzył w królewską karetę, zabił dwóch dworzan, cztery konie, poraził też króla, który dłuższy czas leżał bez zmysłów. W następstwie tego wypadku utracił częściowo słuch. Oleśnicki dostrzegł w tym natychmiast palec Boży i tak przestrzegał Jagiełłę: „…Masz dowód i świadectwo królu, w tych żywiołach, które się na ciebie oburzyły, żeś popełnił przestępstwo, łącząc się z siostrą twoją chrzestną, jej bowiem matka trzymała cię do chrztu. Jeśli zatem pokutować nie będziesz, lękaj się, aby cię te przygody nie starły i ziemia nie pochłonęła…”.

Obok zarzutu rzekomego kazirodztwa, wywodzącego się z faktu, że matka Elżbiety była matką chrzestną Jagiełły, gdy ten przyjmował chrystianizm, były także inne powody sprzeciwów. Król ożenił się z poddanką, obawiano się więc nadmiernego wyniesienia jej rodu, ponadto Jagielle potrzebny był syn, a po zaawansowanej wiekiem i upadającej na zdrowiu Granowskiej nie spodziewano się już potomstwa. Ale uparty Litwin nie myślał się ugiąć. Plotkarzy przepędził z zamku, najbardziej zajadłych wrogów ukarał, pozostałych zaś po prostu ignorował.

Małżeństwo trwające trzy lata, przyniosło mu szczęście. Gdy 1420 roku Elżbieta zmarła, król bardzo przeżył tę bolesną stratę, cieszyli się natomiast jawnie dworzanie i poddani. Pogrzeb królowej bardziej był podobny do uroczystości koronacyjnej niż ceremonii żałobnej, W Krakowie bawiono się i ucztowano z tej okazji, tylko nieliczni wyrażali Jagielle współczucie. Jak głosi legenda, do śmierci Władysława Jagiełły przyczyniły się… słowiki, których tak lubił słuchać a które przypominały mu litewskie puszcze. Przeziębi się w chłodną noc majową w parku w Medyce, o czym wspomina Długosz. Zapalenie płuc okazało się tragiczne w skutkach dla starego króla.

Grzegorz z Sanoka przebywał na Węgrzech, zajmując się wychowaniem dzieci Jana Hunyadego. Po powrocie do kraju otrzymał stanowisko arcybiskupa lwowskiego. W założonym przez siebie Dunajowie powołał do życia pierwszy w Polsce humanistyczny dwór – jego gościem był m.in. Kallimach. Grzegorz był człowiekiem o wszechstronnych zainteresowaniach, głębokiej wiedzy, jednym z największych myślicieli epoki Odrodzenia. Jan Grodek – syn sanockiego mieszczanina, z wy-kształcenia prawnik, był wychowankiem, a potem profesorem wydziału prawa krakowskiej wszechnicy, dziewięciokrotnie powierzano mu funkcję rektora tej uczelni. Wspierał materialnie studiujących w Krakowie żaków z ziemi sanockiej. W testamencie zapisał 100 dukatów na odnowienie tiursy Jerozolimskiej, zastrzegając jednocześnie, by przy rozdziale w niej miejsc uwzględniano studentów sanockich.

Dowodem troski o rozbudowę i unowocześnianie Sanoka był nadany w 1510 roku przez Zygmunta Starego dokument. Czytamy w nim m.in.: „…Pragnąc przyłożyć się do dobra waszych poddanych, zwłaszcza tych, którzy z nieskazitelną wiernością nie szczędzą żadnych dla nas i dla kraju trudów, ale owszem podług sił swoich, nogami i rękoma chwytają wszelką sposobność do pomnożenia dobra Rzeczypospolitej i naszych pożytków, czym spowodowani pozwalamy dla wspólnej wszystkich wygody, wodę wodociągami, nawet przez grunta nasze do miasta prowadzić, dochód rumy pobierać i takowy na ulepszenie stanu miasta obracać, zastrzegając użycie lub prowadzenie wody na potrzeby zamku bezpłatnie. Wolno im będzie, celem uskutecznienia tego dzieła, zaciągnąć od kogokolwiek pożyczkę do wysokości stu grzywien i zapisać na ratuszu wierzycielowi tyle grzywien wieczystego czynszu, przez magistrat płacić się mającego, ile słuszność wymagać będzie.

W pięć lat po zezwoleniu na budowę wodociągu, Zygmunt Stary wyraził zgodę na organizowanie trzeciego dorocznego jarmarku w dzień św. Fabiana i Sebastiana. Jarmark ten miał się przyczynić do poprawy stanu zniszczonego szalejącym w 1514 roku pożarem miasta. Również za panowania Zygmunta Starego wzniesiono, w miejscu drewnianego, chylącego się już ku upadkowi, murowany zamek. Były to nader pomyślne czasy w dziejach Sanoka. Znaczenie ekonomiczne miasta opierało się na dobrze rozwiniętym rzemiośle, handlu, polityczne zaś – na funkcjonowaniu takich instytucji jak sąd grodzki, sąd ziemski dla szlachty, sąd wyższy prawa niemieckiego starostwo. Powstało szereg obiektów publicznych, bogatych mieszczańskich kamienic, dbano o obronność miasta.

W II połowie XVI wieku sytuacja gospodarcza Sano-ka uległa pogorszeniu. W 1566 roku został nawiedzony przez groźny pożar – ocalało zaledwie kilka domów, zabudowania klasztoru franciszkanów i zamek. Toteż u schyłku tego stulecia miasto było biedniejsze nie tylko od Krosna, ale nawet od Leska, Brzozowa czy Rymanowa. Wiek XVII przyniósł dalszy upadek – po- 1 głębił się on zwłaszcza po najeździe tatarskim w 1624 roku. Kolejne pożary miały miejsce w wieku XVIII – aż do rozbiorów miasto nie zdołało się podźwignąć ze l zniszczeń. Kiedy w 1772 roku Austriacy przystąpili do organizacji cyrkułu sanockiego, nie można było zna-leźć odpowiedniego obiektu, nadającego się na jego siedzibę, z konieczności więc cyrkuł ustanowiono, do czasu przebudowy zamku sanockiego, w Lesku. Wspomniane prace zakończono w 1798 roku. Koniec XVIII i pierwsza połowa XIX wieku nie były dla Sanoka pomyślne. W parze ze zmniejszeniem rangi gospodarczej szedł upadek kultury. Z akt grodzkich tego okresu wynika, że wielu mieszczan sanockich, nawet tych sprawujących urzędy, było analfabetami. Ożywienie gospodarcze związane jest z uwłaszczeniem galicyjskich chłopów w 1848 roku. W jego wyniku wzrosła produkcja rolna, odzyskały znaczenie jarmarki, na których zbywano płody rolne, wyroby rzemiosła. Coraz bardziej chłonny rynek wiejski spowodował potrzebę rozwijania różnych gałęzi wytwórczości – spora część rzemieślników nastawiła się na produkcję i usługi na potrzeby wsi.

Budowa linii kolejowych z Przemyśla do Łupkowa (1872 rok) oraz z Zagórza do Jasła (1884 rok) i narodziny przemysłu naftowego przyniosły zmianę stosunków społecznych w mieście. Sanok zaczynają zasiedlać urzędnicy, kolejarze, robotnicy, inteligencja. Działają tu także pierwsze zakłady przemysłowe – warsztat kotlarsko-ślusarski Walentego Lipińskiego i Mateusza Beksińskiego, fabryka czernidła do butów Aleksandra Krzyżanowskiego. Mieszkańcy Sanoka uczestniczą w ruchach narodowo-wyzwoleńczych, udzielają schronienia i gościny powstańcom z 1830 i 1863 roku. W 1809 roku, na wieść o wkraczających na teren Galicji oddziałach ks. Józefa Poniatowskiego, w Sanoku utworzono polskie władze uzbrojeni powstańcy zajęli zamek, a potem bronili się bohatersko przed wojskiem austriackim. Sanok był ośrodkiem ruchów wyzwoleńczych w 1846 roku, spora grupa sanoczan walczyła w powstaniu węgierskim w 1848 roku. W tych trudnych latach działali w mieście ludzie, którzy zasługują na bliższe poznanie i pamięć. Oto niektórzy z nich.

Podobne wpisy